Pih

pih
Rap to szczerość, pewność siebie i bezczelność. W momencie, w którym rozleniwieni dostatkiem MCs coraz częściej schlebiają gustom mas, tylko garstka nawijaczy nie pozwala nam założyć koszulek ze sloganem „nienawidzę raperów” i zostawić sceny w rękach robiących groźne miny małolatów. Głos wschodniej ściany, weteran środowiska i jeden ze zdolniejszych tekściarzy na rynku, reprezentant Białegostoku nagrywający pod pseudonimem Pih stoi na czele tej garstki. Szorstka charyzma, bezkompromisowość w wyrażaniu poglądów i balansujące na granicy dobrego smaku, turpistycznie dotkliwe cięte wersy składają się na wachlarz bitewnych technik artysty, który już w czasach składanek 600 Volta i swojego macierzystego składu 17 skazany był na sukces. Platynowe i złote płyty nie sprawiły jednak, że spuścił z tonu, a wychodzące ostatnio „Dowody rzeczowe” to koronny argument za tym, że jest on wciąż cholernie ambitny i solidnie wkurwiony. Bo kiedy nawijał w 2008 r. tekst – jeszcze aktualniejszy dziś – utworu „Semper fidelis”, nie były to tylko czcze słowa. Dla Piha zawsze chodziło tu o „coś więcej niż rap”.